Podróż z dzieckiem do Tajlandii – część pierwsza
Miało być tak pięknie: soczyste opisy okraszone fantastycznymi zdjęciami, uśmiechnięty Stasio pozujący do zdjęć, aktualizacje opisów na kontach społecznościowych i pierdyliard materiału na świetne posty. Było tak: jakieś tam aktualizacje na FB i Instagramie, mnóstwo ciekawych pomysłów na wpisy i… jeden post. Mały pościk o tym, jak to na samym początku wyprawy zdechł nam kompletnie laptop, pozbawiając nas wszelkich złudzeń co do tego, jak będzie wyglądało nasze blogowanie. Tym samym powstała .







