Taxi, łódka a może tuk-tuk – czyli do czego nie wsiadać w Tajlandii?

Przez pewien czas zastanawiałam się, jakim tematem otworzę posty w kategorii Travel. Myślę, że potrwałoby to jeszcze chwilę, zanim wpadłabym na konkretny pomysł. Chociaż w mojej głowie kłębiło się mnóstwo tematów, które chciałabym poruszyć, to inspiracji do napisania pierwszego postu dostarczyły mi doniesienia internetowe na temat wątpliwego poziomu bezpieczeństwa tajskich środków transportu.

Z roku na rok  do Tajlandii podróżuje coraz większa liczba Polaków. Ten dynamiczny kraj kusi turystów egzotycznym klimatem, pięknym słońcem, nieskazitelnymi plażami, licznymi rozrywkami i obietnicą niesamowitych przeżyć rodem z dalekowschodniej baśni. Ostatnio jednak przeczytałam, że np. Wielka Brytania uznała Tajlandię za jeden z bardziej niebezpiecznych celów turystycznych, co w świetle tego, że niedawno pewna polska para straciła życie w wyniku zatonięcia promu, może dać do myślenia na temat faktycznego bezpieczeństwa w podróży po tym kraju.

A jak jest naprawdę? Czy rzeczywiście mamy czego się obawiać, wybierając się w podróż w tamte rejony? Postanowiłam to zweryfikować na podstawie własnych doświadczeń z podróży po krajach Azji Płd.-Wsch., w tym Tajlandii.

Przede wszystkim, jeśli komuś marzy się podróż do któregoś z krajów Azji Płd. Wsch., myślę, że Tajlandia jest najlepszym wyborem na pierwszy raz, bo należy do miejsc z bardzo rozwiniętą infrastrukturą turystyczną, gdzie niemal każdy mówi po angielsku. Na miejscu każdy odnajdzie się bez większych problemów. Z równą łatwością można podróżować po całym kraju, korzystając z lokalnych środków transportu. Trzeba jednak pamiętać, aby zawsze ufać własnej intuicji i jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości na temat jakości maszyny, którą masz się przemieszczać, nie ryzykuj. Przyznam, że nam zdarzały się w różnych miejscach Azji środki lokomocji, które nie wyglądały jakby miały ujechać chociaż kawałek drogi, a wchodząc do nich, rzeczywiście rodziły się obawy przynajmniej o nasze zdrowie. Na tym tle Tajlandia wypada naprawdę dobrze.

Poniżej przedstawiam listę dostępnych środków transportu, z których można korzystać na miejscu.

1. Samoloty

thaj-travel-14

To najszybszy środek transportu, jeśli macie zamiar przemieszczać się pomiędzy Północą a Południem albo Bangkokiem i częścią wyspiarską.

Od kiedy przestał latać OnetwoGo Airlines z trzydziestoletnimi samolotami o pordzewiałych silnikach, można śmiało zdecydować się na Thai AirAsia i Nok Air. Zarówno jedni, jak i drudzy to nisko kosztowe linie lotnicze, gdzie bilet można dostać za niewielkie pieniądze. Warto pamiętać, że wszystkie „niskokosztowce” i loty krajowe obsługuje Don Mueang Airport, a to nie to samo co główny port lotniczy Bangkoku – Suvarnabhumi Airport.

2. Łodzie, promy

Aby dotrzeć do najbardziej pożądanych miejsc w Tajlandii, a więc osławionych białych plaż, nie ma wyjścia, trzeba wsiąść albo do samolotu, albo postawić na wszelkiego rodzaju obiekty pływające.

Co ważne, kupując bilet na łódź albo prom, zazwyczaj skorzystasz z usług miejscowych biur podróży, warto jednak zasięgnąć języka i nie kupować u pierwszego lepszego naganiacza, ale zapytać w kilku miejscach. Ceny mogą się różnić.

Co do bezpieczeństwa łódek i promów, muszę przyznać, że nie zdarzyło nam się trafić w Tajlandii na jakąś zmarnowaną łajbę, która przechylałaby się na którąś stronę albo nie miała na wyposażeniu kamizelek ratunkowych. Jeśli macie jakieś wątpliwości, bo waszym zdaniem prom zabrał dwa razy więcej pasażerów niż powinien, nie wsiadajcie dla własnego spokoju.

W samym Bangkoku warto wybrać łódkę zamiast taksówki, aby dotrzeć szybko do najważniejszych atrakcji turystycznych. Rejs wodną taksówką to także gwarancja świetnych widoków z rzeki.

3. Autobusy

Zdarzyło nam się podróżować zarówno autobusami przeznaczonymi dla „lokalesów”, jak i tymi turystycznymi i trzeba przyznać, że  nie było z tym żadnego problemu. To znaczy, z łatwością można zdobyć bilet, a jakość podróżowania też nie najgorsza, no chyba że komuś będzie przeszkadzać całonocny seans „Avatara”, który zafundował nam pewnego razu jeden z kierowców.

I jeszcze jedno: nie dziadujcie na bilet. Pewnego razu, co prawda w zupełnie innym kraju, ale dalej w Azji, popełniliśmy ten błąd i przyoszczędziliśmy na biletach. Zamiast jechać turystycznych busem wybraliśmy całonocną podróż z „lokalesami”, będąc niezłą atrakcją w autobusie. Obudziliśmy się wysadzeni nad ranem, stwierdzając spore ubytki w naszych rzeczach. Ukradli nam niemal całą elektronikę, gotówkę, ale zostawili karty płatnicze. To były najdroższe bilety w historii naszych podróży.

4. Pociągi

Podróżowaliśmy na krótszych trasach, jak i na dłuższych, korzystając z tzw. „sleepera”. Co prawda mieliśmy obawy o nasz bagaż, bo wszystkie przedziały były otwarte, a za łóżka służyły piętrowe prycze. Kiedy jednak solidnie przykuliśmy plecaki do metalowych elementów naszych „łóżek”, a bagaż podręczny z cennymi rzeczami władowaliśmy sobie pod głowy, usnęliśmy całkiem spokojnie.

5. Taksówki

Kiedy pierwszy raz wylądowałam w Bangkoku, zachwyciły mnie różowe Toyoty jeżdżące w charakterze taksówek. Muszę przyznać, że nie widziałam innego miasta, które chociaż tak bardzo kolorowe, byłoby jeszcze dodatkowo upstrzone pojazdami w takim kolorze. To tak jakby co krok spodziewać się za kierownicą lalki Barbie.

Wsiadając do taksówki, pamiętajcie, aby wymóc włączenie taksometru albo przynajmniej ustalenie stawki, bo inaczej pożegnacie się z nadmiarem gotówki, wykorzystani przez przedsiębiorczych taksówkarzy.

6. Motocykl, skuter

To chyba najpowszechniejszy środek transportu w Azji, z którego korzystaliśmy w każdej podróży. Szybkość, umiarkowana wygoda i niezależność to najważniejsze, co sprawia, że tuż po tym jak minie jetlag, pędzimy do pierwszej wypożyczalni za rogiem i już pędzimy nieokiełznani z włosem rozwianym przez wiatr. Piszę w liczbie pojedynczej, bo mamy tylko mojego włosa. Druga połówka naszego duetu, niestety, włosa już nie ma.

A tak na poważnie, pamiętajcie, że w większości krajów Azji Płd.-Wsch. obowiązuje ruch lewostronny. O kasku chyba nie muszę wspominać, bo biorąc pod uwagę, że nie mają tam zastosowania nasze przepisy ruchu drogowego, a jazda pod prąd autostradą to umiejętność wyssana wraz z mlekiem matki, to nie radziłabym ruszać bez tego dodatkowego elementu motocyklowej garderoby.

Poza tym zaprawdę powiadam wam, że nasze przygody z jazdy motorem nadawałaby się przynajmniej na tomik opowiadań. Zawsze więc będzie co opowiadać wnukom.

7. Tuk-tuki

To flagowy pojazd Tajlandii. Wyposażenie: kierowca legitymujący się mniej lub bardziej podejrzaną licencją na jazdę, kolorowa cepelia wisząca nad przednią szybą ograniczająca mniej lub bardziej pole widzenia.

Zanim zadrzecie z jakimkolwiek kierowcą tuk-tuka, pamiętajcie, żeby nie dać się nabrać na gadanie o świętach narodowych, religijnych, urodzinach słynnej pogodynki itp., bo prawdopodobnie padniesz ofiarą wyłudzenia, które doprowadzi cię do wizyty u jubilera lub krawca.

Poza tym uwielbiamy tuk-tuki i żałujemy, że w Polsce ich nie ma.

8. Songhtaew

Pewnie myślisz: „o matko, a co to za stwór i jak to się czyta”. Spokojnie, ja nawet nie wiem, jak to się wymawia, no ale gwoli ścisłości, bo i z takich ustrojstw korzystaliśmy. Soghtaewy to małe ciężarówki z dwoma rzędami ławek na pace, które kursują niczym autobusy na regularnych trasach. Obowiązuje zasada – upychamy pod sam dach. Spokojnie, to nie Indie, tu się raczej na dachu nie jeździ.

Podsumowując, post wyszedł nieco przydługi, a pod koniec pisania stwierdziłam, że nie wyczerpałam wszystkiego, bo kwestia transportu w Bangkoku wymaga jeszcze uzupełnienia. Myślę, że będzie to temat w sam raz na oddzielny post.

 

 

 

  • Maciek

    Ludzie troche polataja do Azji i od razu eksperci. Tajlandia i okolica jest latwiejsza niz pozdroze po Europie. Wszystko podane na tacy.

    • Agnieszka

      Maciek, masz racje, podróżowania po Tajlandii to nic strasznego. Jednak, po tragedii jaką było zatonięcie promu z parą polskich turystów, w mainstreamowych mediach jest nagonka na Tajlandię – jak to jest niebezpieczny dla turystów kraj. Dlatego pozwoliliśmy sobie na opisanie naszych doświadczeń, aby pokazać, że nawet my daliśmy sobie radę w tym „dzikim i niebezpiecznym” kraju 🙂

      • Maciek

        Z dzicza Tajlandia ma nic wspolnego. Komercja wieksza niz u nas. W Europie promy tez tona. Samoloty tez sie rozbijaja. Czego tu sie bac? Jasne, ludzie wciaz kojarza te kraje z filmami o Wietnamie – dzungla, robale i te sprawy… Sam mialem podobnie zanim tu przylecialem. Teraz przejechalem Laos i rowniez luzik. Ciekawe jak bedzie w Birmie, bo po Kambodzy nie spodziewam sie skoku cywilizacyjnego. Tamten swiat z filmow minal jak u nas lata 60. w Polsce 🙁 Cejrowskim juz nikt nie zostanie, to byl ostatni prawdziwy podroznik. Reszta to juz turysci z przewodnikow Lonely Planet 🙁 nie mniej po powrocie do kraju, aby nie niszczyc innych marzen o podobnej podrozy bede opowiadal jak to odkrywalem Azje 😛